Weranda 12/2006

Gdy jezioro zagląda do okien

Weranda 12/2006 -
pobierz PDF

Kiedy Magda Ignaczak i Jacek Kunca przyjechali zobaczyć działkę nad jeziorem, gdzie mieli zaprojektować dom na tyle atrakcyjny, aby dwóch dorosłych synów mieszkających i studiujących w mieście chciało jak najczęściej przyjeżdżać do rodziców, nie mogli oderwać wzroku od porywających widoków.

Sama działka też okazała się urocza, a doskonale przygotowani właściciele czekali na spotkanie z architektami. Kamieniami zaznaczyli miejsce, gdzie „widzieli” swój dom. Największą przeszkodą była dla nich skarpa, więc budynek miał być odwrócony od wody. – Rozejrzeliśmy się – opowiada Magda – i stwierdziliśmy, że jezioro trzeba wykorzystać, a dom powinien wisieć na skarpie. Na początku nasi zleceniodawcy byli lekko przerażeni. Ale młode pokolenie pomogło nam przeforsować projekt. Plan był taki, aby nie zniszczyć porośniętej przeróżnymi ziołami skarpy. Nie można też było zostawić bez dachu nad głową mieszkających tu lisich rodzin.
– Dom nie mógł być zbyt inwazyjny, zależało nam też na ładnym widoku. I tak wpadliśmy na pomysł z tyczkami.
– Powoli przesuwaliśmy je, a dom jeszcze bardziej się wysuwał w stronę wody
– wspomina Jacek. Tak powstał 150-metrowy dwupoziomowy taras pod ogromnym dachem, z „przytulonym” do niego prawie 300-metrowym domem. Ponieważ rzecz dzieje się na wsi, daleko od utwardzonej drogi, niezbędne były garaże i budynki gospodarcze, chociażby na schowanie pługa do odśnieżania czy agregatu prądotwórczego. Taras widokowy jest tak ogromny i ma tak skomplikowaną konstrukcję , że część mieszkalną trzeba było uspokoić. Kremowe ściany elewacji, szarość dachówki i okien ożywia jedynie potężny zewnętrzny komin. W środku zastajemy przejrzysty podział. Na parterze jest salon, kuchnia i sypialnia rodziców z łazienką. Na piętrze pokoje synów i miejsce dla ich gości. Ale i tak wszyscy oblegają kuchnię, bo zarówno młodzi, jak i starsi mają wyjątkową smykałkę do gotowania. W fazie projektowania rodzina jednym głosem opowiadała się za dużą kuchnią z ogromnym okapem, a nawet... chłodnią. Dziś śmieją się, że gdyby nie mieli pługa, a zima byłaby tęga, spokojnie ją przeżyć, nie wyściubiając nosa z domu. Na parterze najważniejsze są Ściana z otoczaków, solidna metalowa belka, na której oparto strop, i konstrukcja dachu. To tak dekoracyjne elementy architektoniczne, że usuwają w cień meble. Ten dom zawsze będzie wyglądał intrygująco, nawet jeśli staną tu inne kanapy, krzesła, stoły, nawet jeśli zmienimy tkaniny. Właściciele dobrze o tym wiedzą – wciąż eksperymentują i szukają złotego środka.