Weranda 2/2006

Pod dobrą gwiazdą

Weranda 2/2006 -
pobierz PDF

Długo planowali ucieczkę z centrum Warszawy na przedmieścia. Mieli piękną działkę i wymyślony dom . Zapomnieli tylko o jednym , że projekt jest jak scenariusz. Tylko z dobrego może powstać świetny film.

Kiedy dom był w stanie surowym i nie miał jeszcze okien, rodzina wpadła w panikę. Wszystko było nie tak, może z wyjątkiem dachu przykrytego dobra ceramiczną dachówką. Drzwi wejściowe wydawały się za wąskie, okna w salonie zbyt małe, a niewielka ambona nad nim nie wiadomo czemu miała służyć. Równie nieprzemyślany i źle usytuowany okazał się taras; nie można się tu było wygodnie rozsiąść i podziwiać leśnych widoków. Dom był zwyczajnie za mały. Przekonała się o tym głowa rodziny, uderzając boleśnie czołem w niski sufit łazienki na piętrze. Na planach wszystko wyglądało zupełnie inaczej – nikt nie zauważał na przykład skosów! Tymczasem zamieszkać tu miała dwójka rodziców, dorastająca córka i trzyletni syn, pies i dwa koty. Zamieszkać wygodnie. Rodzina zastanawiała się, czy można jeszcze coś zmienić, uratować, przerobić, dostosować. Niczym po karetkę pogotowia zadzwonili po architektów z JM Studio Architektoniczne . – Większość ludzi bardziej przykłada się do wyboru odkurzacza niż projektu własnego domu – śmieje się Magda Ignaczak, która wraz z Jackiem Kunca pospieszyła na ratunek. – A przecież dom powinien być jak garnitur szyty na miarę , dopracowany. Każdy ma inne potrzeby, inną działkę i inny widok z okien.

Architekci powiększyli salon, wymyślili też szklane drzwi na całą ścianę , które, choć ogromne, w razie potrzeby składają się jak harmonijka. Zastosowano też pewien trik – duże drzwi wejściowe dają wrażenie, że wchodzimy do znacznie większego domu. Był też walka o drobiazgi, o centymetry. Cudem zmieszczono w przedpokoju szafę, cudem stworzono w kuchni wyspę , znalazły się też dwa dodatkowe metry dla górnej łazienki.

Właściciele odetchnęli, widząc, że dom będzie wygodny. Ale czy będzie piękny? Przecież mieli swoje marzenia – miłe, ciepłe wnętrze z dębowymi dodatkami i odrobiną stali. – Ale nie z katalogu i nie za słodkie – zarzekała się pani domu. Kolory podpowiedziało otoczenie. Dom stoi w sosnowym lesie, więc trzeba go było Rozjaśnić – na parterze kolorem ścian w ciepłym odcieniu kości słoniowej. Na podłodze położono duże dechy z afrykańskiego drewna iroko, które poolejowano. Już widać, jak powoli zmieniają odcień z cytrynowego w cudny miodowy, lekko spatynowany. Także niektóre dębowe meble pobejcowane nabrały nowego wyrazu, jak chociażby szafki w kuchni. Trzeba było jeszcze podbarwić dźwigar, który podtrzymuje dach, z powodu wyjątkowej urody nazywany przez rodzinę gwiazdą salonu. Aż trudno sobie wyobrazić, że został tu wstawiony, kiedy dom już stał . Drobnym szaleństwem Na piętrze rodzina i architekci chcieli pobawić się kolorem. Na ściany sypialni wkradł się na przykład oliwkowoszary, a ponieważ pokój nie jest duży, wstawiono tu subtelne ratanowe łóżko i fotele. Córka zabrała meble z poprzedniego domu, kpiąc sobie z tych wszystkich ceregieli związanych z urządzaniem. Górna łazienka jest kremowa z delikatną turkusową mozaiką . – I tak właśnie ma być. Wnętrze to nie jest kostium do zdjęć, który potem można zdjąć – mówi Magda Ignaczak . – Ludzie mają w nim mieszkać . Z czasem dom zaczął zapełniać się drobiazgami. Niektóre podobierali Magda i Jacek. Ale i rodzina zaczęła zwracać uwagę na detale. Po tylu rozmowach, dyskusjach przyglądaniu się pięknym rzeczom – uwierzyła we własne siły. Ile było zabawy, kiedy szukała miejsca dla chinskiej szafeczki. Trafiła w końcu do gabinetu jako stolik pod faks.

Projekt i realizacja 
JM STUDIO ARCHITEKTONICZNE 
Magdalena Ignaczak Jacek Kunca 
kontakt Tel. 22 831-32 05 604 980 972 (3)