Weranda 7/2006

Kamień i drewno

Weranda 7/2006 -
pobierz PDF

Dom wydaje się dużo większy, niż jest naprawdę. Ma klimat loftu, ale daleko mu do fabrycznego chłodu. To zlecenie przypadło do gustu architektom Magdzie Ignaczak i Jackowi Kunca. Mieli zaprojektować podmiejski dom od początku do końca Od rozrysowania planów po wybór wieszaka na ubrania do holu. Wymyślili go tak, aby połączyć sprzeczności – beton, stal i kamień z drewnem egzotycznym na podłodze i orientalnymi meblami. Chcieli, aby dom był ponadczasowy, wiecznie młody.

Zaprojektowali go więc możliwie najprościej – można powiedzieć, że to jeden wielki pokój z antresolą. Wydzielone, zamknięte przestrzenie mają jedynie łazienki – malutka na dole i większa na piętrze. Tak miało być, mieszkają tu przecież dwie dorosłe osoby, które nie muszą się przed sobą zamykać Całość ma dwieście pięćdziesiąt metrów, ale sprawia wrażenie ogromnej przestrzeni. – Na otwartym parterze wydzieliliśmy zakątek kuchenny, jadalnię i część kanapową – wyjaśnia Magda. – Natomiast środek został pusty. Dwadzieścia metrów, na których nie ma nic. A to najważniejszy element domu! Aby to zrozumieć, idziemy do kuchni. Faktycznie, stąd wydaje się, że ta wolna pustka pośrodku do niej właśnie należy. Ale za moment, kiedy siadamy przy stole, staje się częścią jadalni. Kiedy zaś rozpieramy się na kanapach przy kominku, mamy wrażenie, że teraz salon ma o te dwadzieścia metrów więcej. Przedmiotów jest mało, za to wszystkie duże albo bardzo wyraziste. Kozę, na przykład, specjalnie zaprojektowano dla tego domu, bo wszystkie dostępne na rynku były zwyczajnie za małe. Stąd pomysł kupienia wkładu kominkowego i zrobienia obudowy na zlecenie. Duża jest lodówka, duży stół, a nawet jedyna roślina na parterze – rozłożysty bananowiec. Czujemy się tu trochę tak, jak Alicja w Krainie Czarów, kiedy zaczęła maleć . No i ciekawa jest gra świateł, bo okna pomyślano tak, że kolejno zagląda przez nie słońce wędrujące dookoła domu. O poranku najwięcej go w holu, w południe oświetla jadalnię, wieczorem zachodzi nad kanapami w części wypoczynkowej. We wnętrzu jest mało koloru, bo nie on ma być głównym bohaterem – szary beton przy schodach, trochę kości słoniowej, ciepła posadzka z drewna merbau i kremowo-oliwkowe ściany. Meble natomiast są rude, mahoniowe. Jedynie łóżko i fronty szafek kuchennych mają ciut jaśniejszą tonację Podobnie spokojna jest łazienka na dole – tylko szarości i kremy. Piętro to właściwie antresola. Wstawiono na nią, niczym ogromne zamknięte pudło, łazienkę. Kiedy patrzymy na sufit z belkami podtrzymującymi dach i stalowymi linkami, zupełnie czego innego spodziewamy się na podłodze. Na pewno nie egzotycznego drewna. Stalowe lampy stoją na chińskich meblach, a drzwi w ciepłym kolorze jeżdżą na spatynowanych rolkach.

– Dom nie jest poukładany i przewidywalny – mówi Magda. – Mniej liczą się detale, najważniejsza jest całość. Gdybyśmy rozebrali wnętrze na części, nie byłoby fajerwerków. Ale zestawione razem są fajne. A dookoła domu las i dużo kwiatów. Na górnym, osłoniętym od ciekawskich oczu tarasie jest letnia łazienka z ciepła i zimną wodą lecącą do wanny. Można się tu kąpać przy świetle księżyca. To taki pomysł zaczerpnięty z podróżniczych filmów, gdy bohaterowie rozbijają na pustyni obóz, jedzą kolację, biorą kąpiel i gawędzą pod rozgwieżdżonym niebem. Nie słychać tutaj co prawda odgłosów Afryki, są za to rodzime świerszcze, które koncertują niestrudzenie od kwietnia do października.

Projekt i realizacja 
JM STUDIO ARCHITEKTONICZNE 
Magdalena Ignaczak Jacek Kunca 
kontakt Tel. 22 831-32 05 604 980 972 ( 3)